Terapia

Psycholog wcale nie jest taki zły.

Obawy

Właściwie wypadałoby zacząć od tego, skąd w ogóle wziął się pomysł, by rozpocząć terapię u psychologa. O tym, że na taką terapię muszę pójść wiedziałem już dawno temu. Zawsze jednak coś stawało mi na drodze. To coś, to były moje wymówki, a po części strach przed wytykaniem palcami. W miejscowości skąd pochodzę, lekarz od głowy był kojarzony z jednym – z wariatami. Chodzisz do psychiatry? Jesteś wariat. Psycholog? Z pewnością debil, lepiej na niego uważać… Trochę to siedziało w głowie, jednak nadszedł moment, gdzie uprzedzenia i wymówki musiałem wsadzić sobie w kieszeń i na terapię po prostu pójść. 

Geneza

Właściwie odkąd pamiętam, w swoich myślach zapędzałem się w niebezpieczne obszary. Taka mroczna strona mnie, której nikt nie zna. Mam w głowie pewne demony, które staram się okiełznać od zawsze. Najbardziej jednak palącym problemem ze mną było coś innego…

Odkąd pamiętam, miałem problemy z nerwami. Ostatni okres w moim życiu to moment, kiedy zaczęło wkurwiać mnie dokumentnie wszystko, nawet głupia kolejka w sklepie. Denerwowało mnie stanie w niej i tracenie bez sensu czasu. A to przecież coś, na co nie mam zupełnie wpływu… 

O największą nerwicę przyprawiała mnie zawsze komunikacja miejska. Nie ma świecie rzeczy, która potrafiłaby mnie bardziej wyprowadzić z równowagi. Koszmar. Spóźniałem się do pracy, na uczelnie, na spotkania, na koncerty – bo nigdy żaden tramwaj czy autobus nie mógł przyjechać o czasie. Na początku po przeprowadzce do większego miasta miałem to raczej w pompie, ale w momencie jak te notoryczne spóźnienia lub tzw. „niedojazdy” (autobus potrafił po prostu nie przyjechać) zaczęły wpływać na moje życie, to gotowało się we mnie po minucie. Jestem człowiekiem, który nienawidzi się spóźniać, zawsze wychodziłem nieco wcześniej, by być na czas… Ta kombinacja sprawiała, że wybuchałem. I nie zdawałem sobie sprawy, jak jest źle. Komunikacja miejsca zaczynała być po prostu wszystkim. Najmniejsze pierdoły wywoływały u mnie po prostu wkurw.

Do tego wszystkiego dochodził stres w pracy, w domu i pobocznych projektach. Stałem się osobą, z którą nie dało się wytrzymać. Byłem chodzącym kłębkiem nerwów. Dotkniesz w złym miejscu, to dostaniesz wiązanką w twarz. Potrafiłem wychodzić bez słowa w środku bezsensownej rozmowy, bo na tak się w środku gotowałem, że uznawałem ucieczkę z miejsca zdarzenia za najlepsze wyjście z sytuacji. Nie chciałem dalej się denerwować…

Przełom

Był grudzień 2018. Kolejna sytuacja, gdzie nie potrafiłem opanować swoich nerwów. Trzask drzwiami, wyklinanie – z drugiej strony słyszysz nagle – „Mam dość. Chcę rozwodu”. W ciągu kilku dni trzeba było zrobić rachunek sumienia. Wiedziałem, co jest źle. Nie wiedziałem dlaczego. Nie wiedziałem jak wybrnąć z tego gówna, a pomocy potrzebowałem na już. Kilka rozmów, kilka nieprzespanych nocy i zapadła decyzja – Psycholog

Na pierwszą konsultację szedłem niezbyt pewnie. Nie wiedziałem po prostu co mnie tam czeka. Nie byłem pewien, czy będę w stanie się otworzyć. Pani M. jednak przeprowadziła to bardzo sprawnie. Na jednym spotkaniu nie dało się określić, z czym jest problem, bo okazało się, że jest tego więcej. Muszę zacząć pracę nad wieloma aspektami swojego życia. 

Aktualnie jestem po kilku sesjach, w sumie terapia trwa już 2 miesiące. Jakkolwiek nie byłoby ciężko rozmawiać na niektóre tematy, widzę pierwsze efekty. Muszę szczerze przyznać, że to była jedna z lepszych decyzji w życiu. I w sklepie już nie wkurwia mnie kolejka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *